Dywersyfikacja - kiedy naprawdę działa, a kiedy jest iluzją

Dwadzieścia spółek z jednej branży to nie jest zdywersyfikowany portfel. Wyjaśniamy, co faktycznie obniża ryzyko, a co daje tylko poczucie bezpieczeństwa.

Dywersyfikacja to jedyna rzecz w inwestowaniu, którą zwykle nazywa się darmowym obiadem: obniża ryzyko, nie obniżając przy tym oczekiwanego zwrotu.

Pod warunkiem, że jest prawdziwa. Bardzo łatwo zbudować portfel, który wygląda na zdywersyfikowany, a zachowuje się jak jedna wielka pozycja.

Liczy się korelacja, nie liczba pozycji

Sens dywersyfikacji polega na tym, żeby posiadane aktywa nie spadały jednocześnie. Sama liczba spółek nie ma tu nic do rzeczy.

Portfel z dwudziestu polskich banków nie jest zdywersyfikowany. Wszystkie reagują na te same stopy procentowe, tę samą koniunkturę i te same decyzje regulacyjne. W złym scenariuszu spadną razem, a to, że jest ich dwadzieścia, niczego nie zmieni.

Pięć pozycji z różnych klas aktywów, na przykład akcje, obligacje, złoto i gotówka, chroni skuteczniej niż dwadzieścia spółek z jednej branży. Pytanie nie brzmi "ile mam pozycji", tylko "co musiałoby się stać, żeby wszystkie spadły naraz".

Trzy wymiary, o których się zapomina

Branża. Portfel złożony wyłącznie ze spółek technologicznych jest zakładem o jedną branżę, nawet jeśli są to firmy z różnych krajów.

Geografia. Polscy inwestorzy naturalnie przeważają polskie spółki, bo są znajome. To zjawisko ma nawet swoją nazwę w literaturze, home bias. Problem w tym, że Twoja praca, mieszkanie i oszczędności są już w polskiej gospodarce, więc portfel złożony wyłącznie z polskich akcji dokłada ryzyko tam, gdzie i tak masz go najwięcej.

Waluta. Ekspozycja na inne waluty bywa formą ochrony. Gdy złoty się osłabia, aktywa w dolarach czy euro zyskują w przeliczeniu, co amortyzuje część ciosu.

Kiedy dywersyfikacja przestaje działać

Nieprzyjemna prawda: w czasie poważnych kryzysów korelacje rosną. Aktywa, które normalnie poruszają się niezależnie, zaczynają spadać razem, bo inwestorzy sprzedają wszystko, co da się sprzedać.

Nie znaczy to, że dywersyfikacja nie ma sensu. Znaczy, że jest ochroną przed problemem pojedynczej spółki czy branży, a nie przed panicznym rynkiem. Przed tym drugim chroni horyzont czasowy i poduszka bezpieczeństwa pozwalająca nie sprzedawać w dołku.

Można przesadzić

Powyżej pewnego poziomu kolejne pozycje przestają obniżać ryzyko, a zaczynają generować koszty i pracę.

Portfel z pięćdziesięciu pojedynczych spółek to pięćdziesiąt firm do śledzenia, więcej prowizji i realne ryzyko, że nie wiesz już, co właściwie posiadasz. Ta sama ekspozycja osiągalna jest jednym czy dwoma szerokimi funduszami indeksowymi.

Warto też pamiętać, że nadmierna dywersyfikacja rozmywa wynik. Jeśli chcesz rezultatu bliskiego rynkowi, to dobrze. Jeśli liczyłeś na coś więcej, rozdrobnienie skutecznie to uniemożliwia.

Jak sprawdzić, czy portfel jest zdywersyfikowany

Najprostszy test to pytanie, ile procent majątku stanowi największa pozycja. Jeśli jedna spółka to ponad jedna piąta portfela, jej problemy staną się Twoimi problemami niezależnie od tego, ile innych pozycji posiadasz.

Drugie pytanie dotyczy klas aktywów. Jeśli sto procent majątku to akcje, portfel nie jest zdywersyfikowany, choćby zawierał spółki z całego świata.

Trzecie to wspomniana zależność od jednej gospodarki, łącznie z Twoim źródłem dochodu.

Sprawdź to na swoich liczbach

Statystyki portfela w skieta pokazują udział procentowy każdej pozycji, podział na rynki i waluty oraz miarę koncentracji portfela, która jednym wskaźnikiem mówi, czy majątek jest realnie rozłożony, czy skupiony w kilku pozycjach.

Na dashboardzie zobaczysz też podział całego majątku na akcje, krypto, gotówkę, lokaty i obligacje, czyli dywersyfikację na poziomie klas aktywów, a nie tylko wewnątrz portfela akcji.

Ten tekst ma charakter informacyjny i nie stanowi porady inwestycyjnej.